Jednak lepszy płot betonowy z Warszawy

Powiadają, że nie można oszczędzać na wszystkim. Czy jest to prawda? Z perspektywy czasu muszę to potwierdzić. Pęknięte żebro, urażona ambicja i wstyd przed sąsiadami to dowody na to, że czasami lepiej dopłacić niż skąpić każdego grosza. Zawsze starałem się robić sam – to co mogłem – więc i tym razem próbowałem. Skończyło się to nie do końca tak jak planowałem.

Płot betonowy – własna robota

płoty betonowe z WarszawySłyszałem, że płot betonowy musi być dobrze zwibrowany, inaczej zacznie się niedługo kruszyć. Wiedziałem, że musi być uzbrojony. Pomyślałem – czemu nie miałbym zrobić sobie takiego płotu sam? Czemu mam sprowadzać płoty betonowe z Warszawy? Przecież to raptem mało estetyczna płyta, którą ewentualnie pomaluję. Forma to nie problem, beton to nie problem, problemem był tylko drugi człowiek, który pomógłby z dwumetrową ciężką płytą. Robiłem kiedyś w budowlance, więc miałem znajomości. Zadzwoniłem gdzie trzeba i kumpel już za dwa tygodnie mógł ze mną stawiać ogrodzenie. Zostało mi wylać przęsła, belki i wysuszyć beton. Zdążyłem z większością. Gdy zaczęliśmy stawiać brakło kilku płyt. Dolewałem je na bieżąco. Wszystko wyglądało idealnie. Po tygodniu wszedłem na płot zobaczyć kto jest za nim, bo pies ciągle ujadał. Niestety przęsło nie wytrzymało i pękło. Wyglądałem jak superman, który zostawił po sobie tylko kupę gruzu. Trochę pożałowałem, że mi się zachciało bawić z tym płotem. Zacząłem doceniać rolę fachowców, a sąsiedzi już po miesiącu powoli zaczynali zapominać o moich zdolnościach dekonstrukcyjnych.

Zbrojenie było za słabe, a płyta w środku nie zdążyła nawet wyschnąć. Nie zaoszczędziłem nic – okazało się, że cały płot taki jest i muszę wszystko zdemontować. Zadzwoniłem do stolicy po nowe płyty. Przyjechały w dwa dni. W kolejny zostały postawione. Byłem zadowolony jak dziecko, choć głupio mi to było okazać. Skomplikowałem tak prostą rzecz, ale za to zostałem „supermanem” na swojej wsi.