Silnik elektryczny do łodzi się zepsuł na środku jeziora

Wędkowanie to bardzo przyjemna pasja. Mimo, iż organizowane są zawody wędkarskie to ja w nich nie biorę udziału. Wędkarstwo jest dla mnie odpoczynkiem, relaksem, czasem spędzonym w ciszy i spokoju, a nie pretekstem do rywalizacji i konkurencji.

Silnik elektryczny w łodzi czasem zawodzi… w najmniej odpowiednim momencie!

łódkaWolę sama wybrać się na ryby, albo z moim mężem, który też lubi wędkować. Najczęściej wybieramy mniej uczęszczane miejsca, żeby nie przepchać się między wędkarzami, nawet jeśli przez to złowimy mniej ryb. Po to jest echosonda wędkarska, żeby je namierzyć, a jak się nie uda to trudno. Nie chodzi przecież, żeby wrócić z koszem pełnym ryb, choć oczywiście to też jest ważne, ale żeby odpocząć i spędzić razem czas, przynajmniej dla mnie jest to najważniejsze. Na wszelki wypadek mam ze sobą baofeng, jakby z telefonem komórkowym coś się stało, bo w leśnej głuszy nie ma skąd zatelefonować, zatem lepiej jest mieć alternatywę dla komórki. Ostatnio przytrafił się nam mały wypadek na łodzi. Zawiódł nas silnik elektryczny do łodzi. Nagle kiedy chcieliśmy już wrócić z jeziora na brzeg to silnik nie chciał zapalić. Próbowaliśmy kilka razy, mąż coś próbował naprawić ale nic z tego. Dobrze, ze chociaż zawsze wozimy ze sobą wiosła na wszelki wypadek, bo inaczej musieliśmy chyba wiosłować rękami albo płynąć wpław zostawiwszy łódkę na jeziorze. Udało się nam jakoś wydostać i wrócić do domu. Okazało się, że część silnika się poluzowała i dostała się tam woda, dlatego nie chciał zapalić.

Na szczęście była to niewielka usterka i nie musieliśmy wymieniać całego silnika. Następnym razem będziemy bardziej ostrożni, ale ważne, ze nasza łódka działa i ma się dobrze.