Toksyczne produkty inwestycyjne

Boom kredytowy lat 2005-2010 to nie tylko dużą ilość kredytobiorców hipotecznych. Upatrując dodatkowych zysków, banki oferowały swoim klientom tzw. regularne plany oszczędzania, produkty inwestycyjne, połączone z ubezpieczeniami na życie. Ich ogromną wadą, często przemilczaną przez sprzedawców, były gigantyczne opłaty likwidacyjne, sięgające niekiedy 100%. 

Klienci wrobieni w polisolokaty

wrobieni w polisolokatySprawa jest o tyle istotna, że banki- instytucje zaufania publicznego, powinny stać na straży porządku finansowego, a klienci, decydujący się na dany produkt- mieć pewność, że dokonują świadomego i trafnego wyboru. Jednak zdarzały się sytuacje, gdy kończąca się tradycyjna lokata była odnawiana właśnie jako produkt inwestycyjny, fundusz kapitałowy z ubezpieczeniem na życie. Jej wartość nie wynikała już ze zgromadzonego kapitału, a z wyceny jednostki uczestnictwa, dodatkowa pomniejszana o solidne opłaty wstępne i administracyjne. Oczywiście, na całym interesie zarabiał bank i tak zwani pośrednicy finansowi. Dość powiedzieć, że tego typu produkt prowizja dla szeregowego pracownika mogła wynieść nawet kilka procent inwestycji. Oczywiście, na całym procederze cierpiał klient, mający dotąd zaufanie do instytucji finansowych. O całym szwindlu wrobieni w polisolokaty dowiadywali się zazwyczaj w momencie, gdy chcieli wypłacić środki z lokaty, kiedy okazywało zamiast całej ulokowanej kwoty mają jej niewielką część.

Głośne procesy i zmiana stanowiska regulatorów rynku finansowego pozwalają mieć nadzieję dla osób, które nie zawsze zgodnie z własną wolą stały się posiadaczami polisolokat. Już widać jaskółki pierwszych zmian- firmy oferujące tego produkty dla nowych klientów oferują całkiem inne regulaminy i zasady współpracy. Jednak wciąż pozostają nie załatwione sprawy ich wcześniejszych klientów.